Deportivo Alavés Athletic Bilbao Atlético Madryt FC Barcelona Celta Vigo Deportivo La Coruña Eibar Espanyol Getafe Girona Las Palmas Leganés Levante Málaga Real Betis Real Madryt Real Sociedad Sevilla Valencia Villarreal

Expresion de Futbol #19

Publicystyka Mikołaj Zimoch @31.12.2016 | Przeczytano 967 razy

Expresion de Futbol #19
Źródło: Whatnext.pl

Felieton jak co tydzień. Tym razem o największej porażce w hiszpańskiej piłce od kilku miesięcy. Jedno jest pewne - Peter Lim nie zna się na futbolu.

Życie pisze różne scenariusze. Czasami nawet podrzuci ciekawy temat na artykuł do całego cyklu. Już miałem w głowie koncept do komentarza analizującego początek 2017 roku dla czołowych zespołów La Ligi, rysował się także plan na omówienie potężnych planów Chińczyków, którzy coraz chętniej i odważniej inwestują w cenionych na Starym Kontynencie piłkarzy, oferując niewyobrażalne ceny i tygodniówki. Tymczasem wystarczył jeden komunikat na oficjalnej stronie internetowej klubu, aby wszystko poszło do kosza. Valencia poinformowała o zakończeniu współpracy z Prandellim. Menedżer sam podał się do dymisji, mimo poparcia ze strony zarządu. Spoglądając na ostatnie wyniki Nietoperzy, nie różnią się one znacznie od tych sprzed kilku miesięcy, gdy klub pogłębiał się w kryzysie. To identyczna nijakość, przeciętność, która takiemu klubowi nie przystoi.

Na Estadio Mestalla nic nie idzie w dobrym kierunku, wbrew przeciwnie, nie ma żadnych pozytywów, pozwalających myśleć o odbudowaniu poziomu, jaki ten zespół za swoich najlepszych czasów prezentował. Valencia z kolejnymi tygodniami kopie pod sobą coraz głębszy dół. Nikt nie jest w stanie precyzyjnie wskazać w czym tkwi problem, bo tak naprawdę dotyczy on kilku aspektów. Przede wszystkim nieodpowiedzialne decyzje władz klubu w kwestii oddawania swoich najważniejszych ogniw za kilka, kilkanaście milionów w każdym oknie transferowym, a późniejsze sprowadzanie na gwałt słabszych substytutów, za mniejsze pieniądze. Może i budżet w taki sposób wygląda nie najgorzej, ale jeśli policzymy jakie sumy uciekają Nietoperzom, przez brak awansu do rozgrywek europejskich, prezentuje się to coraz bardziej blado.

Mam w głowie fantastyczne spotkania, jakimi Valencia raczyła miłośników hiszpańskiej piłki, w najlepszym okresie kadencji Nuno. Jego drużyna do pewnego czasu miała swój charakterystyczny, wyróżniający się z reszty styl, oparty na połączeniu żelaznej defensywy z ciekawą oraz pełną polotu ofensywą. Espirito Santo stanął jednak przed ścianą, której nie był w stanie w żaden sposób ominąć. Blokowała ona marzenia, później rozlatywał się w zderzeniu z nią cały zespół, którego serce z następnymi tygodniami biło coraz słabiej, aż w końcu całkowicie przestało funkcjonować. Drużyna Portugalczyka, która potrafiła postawić na nogi wszystkich kibiców zgromadzonych na Estadio Mestalla, stała się przeciętnym, a zarazem chaotycznym zbiorem kilku bardziej i mniej znanych nazwisk z obecnym tylko ciałem selekcjonerem. Z całej sytuacji można było wyciągnąć wnioski i przeprowadzić kilka zmian, pozwalających na szybki powrót do zadowalającej formy, ale władze Nietoperzy zdecydowały się na decyzje najgorsze z możliwych.

To trochę tak, jak gdyby stać nad przepaścią i cytując Gomułkę - zrobić duży krok do przodu, albo chcąc posłuchać dobrej muzyki, wybrać się na koncert zespołu Piękni i Młodzi. Pewnych rzeczy w określonym położeniu po prostu się nie robi, a działacze Valencii o tej złotej zasadzie zapomnieli. Pomysł na zatrudnienie eksperta stacji Sky Sports nie mógł wziąć się z logicznej analizy. Była to raczej decyzja 0-1. Szanse na wypalenie całego przedsięwzięcia minimalne, ale władze ekipy z Mestalla ryzyko podjęły. Oczywiście efekt doskonale już znamy - pamiętam dwumecz Nietoperzy z Barceloną, gdy Blaugrana przejechała się po nich w ramach Copa del Rey. Historia Pako Ayestarana na ławce trenerskiej nie tyle usłana różami, co po prostu krótka. Peter Lim zdążył w międzyczasie pozbyć się kilku kluczowych piłkarzy z Alcacerem na czele, optymistycznie sądząc, że projekt obejdzie się bez nich. Na każdym etapie tej błyskawicznej retrospekcji scenariusz wydarzeń podobny.

Dobrnęliśmy do momentu, kilkadziesiąt godzin przed Nowym Rokiem, gdy decyzję o ustąpieniu ze stanowiska podjął Cesare Prandelli, były selekcjoner Włochów, z którymi dotarł do finału Euro 2012, organizowanego na polskich i ukraińskich boiskach. Chyba niewielu kibiców Valencii spodziewało się takiej decyzji, podjętej bez praktycznie żadnej otoczki medialnej. Nawet prasa związana blisko z Estadio Mestalla nie podejmowała takiego tematu w swoich codziennych wydaniach, więc na spekulacje, jak i samą decyzję władz klubu dotyczące następcy Prandelliego trzeba będzie trochę poczekać. Niezależnie od tego, kto zostanie kolejną personą na ławce szkoleniowej Nietoperzy - szanse na poprawienie wyników znikome, bo sam problem dotyczy funkcji menedżerskiej tylko w minimalnym stopniu. Chyba czas przyznać, że projekt Petera Lima na Valencię totalnie się zawalił i wszystko należy zacząć budować na nowo, od fundamentów...


Źródło: Własne

Tagi: Cesare Prandelli, La Liga, Publicystyka, valencia

Powiązane artykuły
Zobacz także

Komentarze - bądź pierwszy, skomentuj! Obserwuj Dodaj opinię

R E K L A M A
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.