Deportivo Alaves Athletic Bilbao Atletico Madryt FC Barcelona Celta Vigo Deportivo La Coruna Eibar Espanyol Granada Las Palmas Leganes Malaga Osasuna Real Betis Real Madryt Real Sociedad Sevilla Sporting Gijon Valencia Villarreal

Expresion de Futbol #25

Publicystyka Mikołaj Zimoch @30.04.2017 | Przeczytano 968 razy

Expresion de Futbol #25
Źródło: Sky Sports

Wracam z felietonem po dłuższej, kilkutygodniowej przerwie. Tym razem o kontrowersyjnej polityce rotacji Zidane'a. Zapraszam!

23 kwietnia. 20:45. Madryt. Estadio Santiago Bernabeu. Jedenastka Zizou, określana w Hiszpanii mianem once de gala wybiega na murawę, aby zmasakrować Katalończyków, pozbawić Barcelonę ostatnich nadziei na tytuł i wysłać wyraźny sygnał, że pod wodzą Francuza Real jest w stanie pierwszy raz od ponad 50 lat sięgnąć po La Ligę i Ligę Mistrzów w jednym sezonie. Przed pierwszym gwizdkiem zaczynają pojawiać się słuszne pytania o to, dlaczego szansy występu od początku nie otrzyma Isco, który bezapelacyjnie znajduje się w niesamowitym gazie. Jednak odpowiedzi należy szukać w zapisach konferencji prasowych Zidane'a, który notorycznie, gdy tylko pojawiał się tego typu temat, ucinał go błyskawicznie jedynie potwierdzając, iż tercet BBC jest nie do ruszenia, jeżeli tylko cała trójka jest w pełni zdrowa.

Gdy już w 40. minucie kamery łapią jeden z najczęstszych obrazków na murawie, których bohaterem jest Bale - Walijczyk z grymasem bólu trzyma się za łydkę. Wszyscy naturalnie są przekonani, że byłego zawodnika Tottenhamu zastąpi Isco, ale... no właśnie, decyzje podejmuje Zidane, a nie madridismo, dlatego jeszcze przed zejściem do szatni kilka minut gry łapie Marco Asensio. Twitter żywiołowo komentuje zaistniałą sytuację i w oczywisty sposób obrywa się samemu Bale'owi, przy którego nazwisku stawiają już krzyżyk. Nie ukrywam - sam zrobiłem to samo, ponieważ w minionym, najważniejszym spotkaniu Europy, którego wynik może wpłynąć na losy Mistrzostwa, decyzją Francuza, Walijczyk wychodzi w podstawie, jest beznadziejny, notuje kilka strat, przegrywa swoje pojedynki, nie pomaga w obronie i nie wykazuje jakiejkolwiek inicjatywy, przez co ma się wrażenie, że Królewscy podeszli do tego starcia w dziesiątkę. Wynik tamtego meczu jest nam wszystkim znany, a cytując klasyka: Dzięki temu, liga stanie się ciekawsza.

https://twitter.com/RealMadryt_pl/status/857921685772742659

Okoliczności porażki w najważniejszym spotkaniu na własnym obiekcie potęgują wśród kibiców Królewskich złość, która znajduje ujście właśnie w postaci Walijczyka, stającym się powoli kozłem ofiarnym. Dodatkowo hiszpańska prasa publikuje informacje, że Gareth sam forsował swój występ w Klasyku, sporo ryzykując i nic nie zyskując, osłabiając jednocześnie cały zespół. Normalny człowiek zapyta - jak to jest, że Isco, który prezentuje się fantastycznie, w pełni wykorzystuje otrzymane szanse (umówmy się, nie jest ich za wiele), łączy w sobie cechy piłkarza idealnego dla Królewskich, efektywność z efektownością, przy minimalizowaniu jakichkolwiek błędów. Real to zdecydowanie jedyny zespół w Europie, który może sobie pozwolić, żeby zawodnik pokroju Hiszpana mógł bezczynnie siedzieć na ławce. Jak napisał Rafał Lebiedziński, w 80 procentach klubów świata, była gwiazda Malagi otrzymałaby miejsce w podstawie: na dzień dobry, bez żadnego gadania.

Czy wobec tego decyzje Zidane'a można rozpatrywać, jako okazanie braku szacunku wobec lepszego aktualnie, dającego więcej drużynie i broniącego się statystykami na każdej szerokości i długości geograficznej Isco? Sytuacja z pozbyciem się Casillasa, oskarżanego o rycie w szatni i wynoszenie ustaleń Mourinho przez swoją żonę do mediów pokazała, że na Bernabeu nikt nie będzie grał w podstawie za zasługi. W takim razie gdzie jest logika i konsekwencja w działaniu Zidane'a? Odpowiedzi należy szukać w finansach klubu. Perez ściągał Bale'a z nadzieją, że stanie się on nowym Ronaldo, który po odejściu Portugalczyka przejmie jego obowiązki i zapewni Realowi kilkadziesiąt goli na sezon. Rzeczywistość brutalnie ten plan prezesa zweryfikowała i ciekawa będzie jego decyzja o przyszłości Walijczyka, jaką musi podjąć przed letnim oknem transferowym. Wydaje się, że pomimo ciągłych urazów Garetha znajdzie się kilka klubów, będących w stanie wyłożyć za niego może nie rekordową sumę, ale sięgającą granicy 70-75 milionów euro. Pozbywając się Bale'a Perez przyzna się oczywiście do osobistej porażki i straci na interesie kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt milionów euro, ale będzie mógł wtedy budować jakość zespołu na świeżych, zdrowych i megaperspektywicznych graczach, takich jak nie tylko Isco, ale Asensio, Kovacica, Vazqueza.

Wszyscy wiemy, że Florentino nie zwolni Zidane'a ot tak - to nie jest tak proste, jak wyrzucenie beznadziejnego Beniteza, czy podziękowanie Ancelottiemu. Dopóki Francuz będzie menedżerem Królewskich, a wszystko wskazuje na to, że to kwestia co najmniej kilkuletniej historii, dopóty boiska regularnie nie powąchają zawodnicy, tacy jak Isco, czy James. W pierwszych miesiącach tego sezonu polityka rodacji Zizou była naprawdę doceniana, nawet przez ludzi niekoniecznie sympatyzujących z Los Blancos. Francuz bardzo dobrze radził sobie z kłopotem bogactwa, co jednoznacznie potwierdzały wyniki. Teraz, kiedy przyszła porażka w Klasyku na Bernabeu, co utrudnia drogę po tytuł, normalne jest to, że pojawia się polemika wokół jego personalnych decyzji.  Perspektywa oceniania Francuza będzie uwarunkowana tym, jakie trofea trafią w najbliższych tygodniach do gablot Estadio Santiago Bernabeu. Jeżeli Real nie ogra Atletico w półfinale Champions League lub na stadionie w Cardiff ulegnie w finale tych rozgrywek oraz przejedzie się nawet na krajowym podwórku, to naturalne jest to, że fala krytyki ze zdwojoną siłą uderzą w łysą legendę Los Blancos i Trójkolorowych. Natomiast w przypadku, gdy Królewscy jako pierwsi obronią tytuł w najbardziej prestiżowych rozgrywkach świata i/lub nie wyłożą się w decydujących meczach Primera Division, to Zizou stanie się wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o efektywne gospodarowanie własnymi zasobami. Francuz nie jest wybitnym trenerem, oczywiście może zdobyć kolejne puchary, ale to codzienność, jeśli mówimy o Realu Madryt, a koncepcja autora najpiękniejszej bramki Ligi Mistrzów ogranicza się do: nie przeszkadzać.

O ile na kwestię wyników polityka rotacji Zidane'a można wpłynąć dwojako, to w kontekście jego relacji z poszczególnymi zawodnikami zdecydowanie negatywnie. Wystawiając żelazną jedenastkę utrzymuje w swoich łaskach BBC i resztę, ale pogłębia uzasadnioną irytację w głowach Jamesa, Isco, Moraty, czy Asensio. Wymieniona czwórka na papierze ma najwięcej argumentów, żeby domagać się gry w pierwszym garniturze. W kolejce pukającej do drzwi wyjściowej jedenastki ustawiają się już pozostali, na czele z Kovacicem. Biorąc pod uwagę, że po sezonie do Madrytu wraca Llorente, świetnie spisujący się w Alaves oraz powszechnie chwalony Vallejo na boiskach Bundesligi, kadra jest zwyczajnie za ciasna i Perez będzie musiał w konsultacji lub bez rozmowy z Zizou wyrzucić kilku zawodników, aby zrobić miejsce dla następnych. Odejście co najmniej jednej gwiazdy pokroju Rodrigueza staje się oczywiste, jak to, że jutro rano w Hiszpanii mieszkańcy zobaczą za oknem słońce. Gdybym miał coś Florentino doradzić, to podobnie jak większość logicznie myślących i zdrowo kategoryzujących rzeczywistość kibiców z rodziny madridismo - prezes musi postawić na wielki potencjał drzemiący we wspomnianych wcześniej Hiszpanach. W przeciwnym razie polityka wykonywana za pomocą Zidane'a okaże się bezużyteczna, a Perez doda kolejnych argumentów obrońcom tezy, że francuski szkoleniowiec ślepo ufa swoim ulubionym zawodnikom, a 70-letni sternik z Bernabeu jest zwykłym idiotą...


Źródło: Własne

Tagi: La Liga, Publicystyka, Real Madryt, Zinedine Zidane

Powiązane artykuły
Zobacz także

Komentarze - bądź pierwszy, skomentuj! Obserwuj Dodaj opinię

Części samochodowe w iParts.pl
R E K L A M A
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.